Dobczycka Scena Teatralna – Down_us

d o w n_u s – poukładajmy życie na nowo
Już tak jest – życie nie układa się idealnie, tak jak zaplanowaliśmy. Harmonijny domek z klocków, idealny pokój, w którym wszystko doskonale pasowało, nagle musimy przebudować, skomponować na nowo. d o w n_u s – to jest historia małżeństwa, które takiej przebudowy, takiego nowego poukładania musiało dokonać.
W Dobczycach, na Dobczyckiej Scenie Teatralnej, publiczność obejrzała spektakl wyjątkowy – d o w n_u s. To historia o inności – historia małżeństwa, które dowiaduje się, że ich dziecko będzie „inne”. Ale, jak zaznaczają twórcy, nie było celem spektaklu opowiedzenie tylko o niepełnosprawności, o inności, o zespole Downa i historii rodziców, którzy muszą się z nim zmierzyć.
– Nam chodziło po prostu o sportretowanie sytuacji ekstremalnej, w której możemy się znaleźć, różnego typu inności – mówił na spotkaniu z publicznością reżyser Dariusz Starczewski. – Bo przecież są różne przypadki, wobec których ludzie są tak naprawdę sami. I bez względu na chęci całego świata, który próbuje się do tego problemu jakoś odnieść, to niestety – żadna ze stron nie wie, jak się w takiej sytuacji zachować – stajemy wobec tego faktu i tak przekładamy te klocki, i tak drepczemy.
Na scenie doskonale sportretowano takie zachowania – ból a zarazem wściekłość na cały świat, jaka towarzyszy diagnozie (w roli rodziców Magdalena Walach i Marcin Sianko), nieporadność rodziny i przyjaciół (Sławomir Rokita – ojciec, Dagmara Bąk – przyjaciółka), brak wyczucia i rutynę (doskonała w roli pielęgniarki-lekarki Anka Graczyk).
Spektakl, jak podkreślają twórcy, w założeniu miał być sztuką, którą można pokazać szerszej publiczności, a nie jako tylko „przedstawienie okolicznościowe”.
– Dla mnie istotne jest to – mówiła Magdalena Chaszczyńska, prezes Stowarzyszenia Graal, producent spektaklu – że w tej historii państwo możecie się przejrzeć. Jak mówili mi niektórzy z widzów po spektaklu, czasem oczyścić z tych swoich domniemanych grzechów czy win.
Istotną część spektaklu stanowią nagrania, które są tłem – nagrane w całości przez ludzi z zespołem Downa: starszych i młodszych (Zuzanna Hoffman, Maria Kalisz, Anna Zaręba, Jerzy Godawski, Karol Kadłubek).
Jak podkreślał Dariusz Starczewski – nie chcieli tworzyć laurki dla heroizmu Marty i Wojtka – bohaterów historii, jakich przecież wiele w życiu. Kiedy pojawia się bunt, kiedy trudno znaleźć odpowiednie słowa, by wykrzyczeć całą wściekłość. Sztuka kończy się otwarciem na to, co będzie, zauważeniem problemów i ich akceptacją.
– Chcieliśmy sportretować prawdziwie, że człowiek ma takie momenty, że walczy ze sobą, wydaje mu się, że został potraktowany niesprawiedliwie przez świat, przez los.
Spektakl spotkał się z dużym uznaniem wśród publiczności.
– Nie był łatwy, ale ważny – powiedział Grzegorz. – Niezapomniany.
– Przeżyłam to ogromnie – mówiła po spektaklu pani Małgorzata, która uczestniczyła w spotkaniu z aktorami – budzi się w nas często myśl, że taka jest ironia losu, która nas dotyka. A tutaj nagle widzimy siebie. Dla nas – drugiej strony, jest to też takie usprawiedliwienie. Bo my czasem nie wiemy, jak się w tym wszystkim odnaleźć, bo to dla nas jest tak samo trudne, jak dla tych ludzi. Człowiek nie dlatego nie chce tam być, że nie chce pomóc, tylko że czasem jest po prostu trudno, nie chce urazić – i to wygląda tak groteskowo, jak tam na scenie. Tak bardzo realnie – za to państwu dziękujemy – powiedziała do twórców.